AI Search

SEO, AEO, GEO. Co następne — NEO? Zanim kupisz kolejne szkolenie, zmierz baseline.

Każde 6 miesięcy search dostaje nowy akronim. Każdy akronim dostaje klasę ekspertów i kurs za 497 zł. Znam ten film — widziałem go w 2005, 2012 i 2018. GEO to nie bzdura. Ale zanim zainwestujesz, sprawdź jedno.

Marcin Zych · Maj 2026 · 5 min czytania

SEO, AEO, GEO. Co następne — NEO? Pytam serio.

Każde 6 miesięcy search dostaje nowy akronim. Każdy akronim dostaje swoją klasę ekspertów, kurs za 497 zł i infografikę z checklistą. Branża marketingowa ma talent do monetyzowania zmian, zanim ktokolwiek zmierzył, czy ta zmiana w ogóle dotyczy jego biznesu.

Znam ten film. Widziałem go kilka razy.

Historia się rymuje

2005: Każdy "wiedział jak grać z PageRank". Był algorytm, były techniki, były szkolenia. Wygrywał ten, kto miał więcej linków — niezależnie od ich jakości. Efekt: lata pracy w SEO oparte na metryce, którą Google systematycznie deprecjonowała.

2012: Linki z farm były strategią. Agencje sprzedawały "pakiety link buildingu". Duże firmy płaciły za setki artykułów na zapleczach. Penguin i Panda wyzerowały te strategie — i całe budżety razem z nimi.

2018: E-A-T było hasłem bez definicji. Każdy mówił o "ekspertyzji, autorytatywności i wiarygodności" — niewielu wiedziało, co konkretnie mierzyć i jak budować. To był sygnał jakościowy bez operacyjnej definicji, który branża zamieniła w kolejną checklistę SEO.

Teraz mamy GEO — Generative Engine Optimization. Optymalizacja pod cytowania w odpowiedziach modeli językowych. I szczerze — rozumiem logikę. LLM cytują źródła. Marki chcą być cytowane. Jeśli AI odpowiada na pytania kupujących, a Twoja marka w tych odpowiedziach nie istnieje — jest problem.

Jeden problem z tą logiką

Infografika, którą widzę przed sobą — ta z checklistą GEO — wymienia jako ryzyko: "harder to measure than rankings" i "citations compound slowly over time".

To jest zdanie, które w 2005 brzmiało: "pozycje trudno mierzyć, efekty linków narastają powoli." Wiemy, jak to się kończyło — kosmicznymi budżetami na treści, które nie konwertowały nic, bo nikt nie sprawdził, czy ruch z nich w ogóle dociera do klientów z intencją zakupu.

Im trudniej zmierzyć kanał, tym łatwiej sprzedać go jako "inwestycja długoterminowa". To nie jest przypadek. To jest mechanizm, który powtarza się za każdym razem, gdy pojawia się nowe medium bez ugruntowanych metryk.

Nie mówię, że GEO to bzdura

Mówię coś innego: zanim kupisz kolejne szkolenie za 497 zł, zrób jedno proste ćwiczenie.

Wejdź do GA4. Sprawdź raport źródeł ruchu. Wpisz utm_source=chatgpt.com w filtrze. Zobacz, ile sesji, ile konwersji, jaka wartość transakcji pochodzi z AI Search.

Jeśli liczba jest bliska zeru — nie masz jeszcze "problemu GEO do rozwiązania". Masz potencjalny kanał, który warto monitorować.

Jeśli liczba jest niezerowa i rośnie — masz powód, żeby zainwestować w zrozumienie mechanizmu i taktyki.

Jeśli nie wiesz jak to sprawdzić — to jest informacja sama w sobie. Baseline tracking, UTM parametry, atrybucja kanałów — to jest podstawa, bez której każda inwestycja w GEO jest losowaniem, nie strategią.

Dziki zachód wraca

Tym razem w garniturze z AI.

To nie jest cynik mówiący "nic nowego pod słońcem". To jest obserwacja wzorca: każda transformacja w search generuje ekosystem produktów, kursów i usług zanim ktokolwiek ma dane, które pozwoliłyby ocenić ich skuteczność. Budżety marketingowe idą w nowy kanał, bo jest nowy, bo wszyscy o nim mówią, bo konkurencja już "coś robi".

Właściwa kolejność jest odwrotna: najpierw zmierz gdzie jesteś (baseline), potem ustal co chcesz osiągnąć i jak to zmierzysz, potem zainwestuj i zmierz efekt.

GEO może być zasadną inwestycją dla Twojego biznesu. Może też być kursem za 497 zł, który kupiłeś dlatego, że newsletter marketingowy napisał "firmy, które nie wdrożą GEO w 2025, stracą widoczność". Różnicę robi to, czy masz dane do oceny — czy tylko przekonanie, że coś "ważnego się dzieje".

Zmierz baseline. Potem rozmawiajmy.

#FutureIsNow #DragonsDontLie #SEO #GEO #AISearch